Otwórz menu główne

Katastrofa górnicza w kopalni Makoszowy – pożar w kopalni Makoszowy w Zabrzu, do którego doszło 28 sierpnia 1958. Zginęło wówczas 72 górników, a 87 doznało ciężkiego zatrucia.

Katastrofa górnicza w kopalni Makoszowy
Państwo  PRL
Miejsce Zabrze
Rodzaj zdarzenia Pożar w kopalni
Data 28 sierpnia 1958
Godzina ok. 1:00
Ofiary śmiertelne 72 osoby
Ranni 87 osób
Położenie na mapie Polski w latach 1951–1975
Mapa lokalizacyjna Polski w latach 1951–1975
miejsce zdarzenia
miejsce zdarzenia
Ziemia50°18′N 18°47′E/50,300000 18,783333

Spis treści

KatastrofaEdytuj

Do katastrofy doszło w nocy, około godziny 1.00 na poziomie 300 m. Podczas cięcia palnikiem acetylenowym zapaliła się najpierw drewniana obudowa przekopu (wchodzący w jej skład kaszt), a później węgiel. Ogień szybko objął cały przekop, a wytwarzające się gazy i dymy przedostawały się do innych pokładów. W strefie bezpośredniego zagrożenia znalazło się 337 górników. Zagrożeni górnicy rozpoczęli ewakuację. Część z nich (około 90 górników) w trakcie ucieczki natrafiła na bardzo zadymiony odcinek. Górnicy byli wyposażeni w pochłaniacze, ale ich wydolność była ograniczona do 20 minut, co okazało się w tym przypadku niewystarczające. Część z tych górników (42 osoby) uległa śmiertelnemu zaczadzeniu. Jedną z przyczyn śmierci tych górników było to, że otrzymali oni polecenie telefoniczne pozostania w zadymionym odcinku i oczekiwania na ratowników (ratownicy przybyli dopiero po kilku godzinach) – pozostali górnicy za namową przebywającego z nimi ratownika zignorowali ten rozkaz i po przejściu około 150 m przez dym ocaleli. Pozostali górnicy zginęli w innych miejscach – jeden z nich zmarł jakiś czas po ugaszeniu pożaru (zwłoki znaleziono dopiero po kilku dniach, ale podczas sekcji określono przybliżoną godzinę zgonu).

ŚledztwoEdytuj

Śledztwo wykazało poniższe przyczyny, które doprowadziły do takiego przebiegu katastrofy:

  • skierowanie do pracy na określonych stanowiskach osób, które nie mogły tam pracować:
    • spawacz, który zaprószył ogień był osobą z lekkim upośledzeniem umysłowym – z tego powodu nie mógł pełnić funkcji spawacza, ani zostać dopuszczony do pracy pod ziemią;
    • sztygarem zmianowym był górnik, który nie mógł być sztygarem, ponieważ wcześniej nie zdał egzaminów sztygarskich (szczególnie w zakresie bezpieczeństwa pracy);
  • niewłaściwa organizacja pracy kopalni i stan wyposażenia:
    • tamy oddzielające drogi ucieczkowe były nieszczelne (dlatego 90 górników znalazło się w zadymionym chodniku);
    • część górników nie została właściwie przeszkolona i nie wiedziała dokąd ma uciekać w razie pożaru (ofiary znajdowano w różnych miejscach), jak również nie umiała obsługiwać pochłaniaczy tlenku węgla;
    • zbyt krótki był czas działania pochłaniaczy tlenku węgla, w jakie wyposażeni byli górnicy;
    • dozwolone było palenie papierosów pod ziemią;
  • określone postępowanie niektórych osób:
    • spawacz nie przestrzegał przepisów bezpieczeństwa – przed cięciem szyny powinien był oblać drewnianą obudowę wodą i posypać pyłem kamiennym, wokół szyny powinien rozstawić osłony z blachy, a po zakończeniu cięcia powinien jeszcze raz oblać wszystkie pobliskie elementy drewniane wodą. Niczego takiego jednak nie zrobił, a tylko zaczął ciąć szynę;
    • sztygar zmianowy nie kontrolował spawacza – powinien był najpierw sprawdzić, czy właściwie przygotował on miejsce cięcia i dopiero wtedy zezwolić na cięcie, potem zaraz po zakończeniu cięcia powinien dokładnie sprawdzić czy nie doszło do zaprószenia ognia i ponownie dokładnie skontrolować miejsce pracy po 0,5–2 h. Zamiast tego tylko pobieżnie obejrzał miejsce spawania tuż po jego zakończeniu;
    • dyspozytor kopalni zignorował pożar:
      • najpierw kilku górnikom, którzy zauważyli pożar kazał go ugasić własnymi środkami (wiadro z wodą), a na ich sugestię, że to może być niewystarczające powiedział im, że „mają nasikać na płonący kaszt, a wtedy na pewno zgaśnie”;
      • gdy pożar się rozszerzał nie chciał uruchomić sygnalizacji alarmowej (górnicy, którzy zauważyli pożar, i sztygar zmianowy na własną rękę ostrzegali zagrożonych górników);
      • nie chciał długo wezwać ratowników;
    • miejscowy kierownik ratowników nieudolnie dowodził akcją ratowniczą i dopuścił do tego, żeby różne „ważne” osoby (z dyrekcji, komitetów PZPR etc.) samowolnie wydawały rozkazy ratującym i zagrożonym górnikom (często wzajemnie sprzeczne), których na dodatek nigdzie nie notowano (nie wiadomo było, kto wydał dany rozkaz) – dopiero później dowodzenie akcją przejęło kierownictwo stacji ratownictwa górniczego;
    • nieustalona osoba wydała górnikom w zadymionym chodniku polecenie czekania na ratowników;
  • niewłaściwie postępowano po ugaszeniu pożaru – dowódcy ratowników chcieli wpierw dokładnie przeszukać wszystkie zakamarki kopalni, aby odnaleźć górników, którzy przeżyli pożar, ale dyrekcja kopalni (i jej władze zwierzchnie) kazały ratownikom w pierwszym rzędzie usuwać skutki pożaru, aby jak najszybciej można było wznowić normalne wydobycie. W rezultacie jeden górnik, który ukrył się w nieużywanym przodku przeżył pożar i zmarł jakiś czas po jego ugaszeniu, a jego zwłoki odnaleziono dopiero po 3 dniach.

Zobacz teżEdytuj

Linki zewnętrzneEdytuj