Digvijaysinhji: Różnice pomiędzy wersjami

Dodane 19 bajtów ,  5 lat temu
m
→‎Związki z Polską: int., drobne redakcyjne
(→‎Polityk i mąż stanu: drobne techniczne)
m (→‎Związki z Polską: int., drobne redakcyjne)
 
Ponadto – niezależnie od swego zaangażowania w budowę osiedla – przez cały okres jego funkcjonowania wspierał dodatkowymi ofiarami pieniężnymi skromną kasę ośrodka<ref>[http://www.polska-azja.pl/2011/10/26/blow-horn-iwony-szelezinskiej-wspomnienia-o-dobrodzieju-i-wojnie/ Blow Horn Iwony Szelezińskiej, ''Wspomnienia. O dobrodzieju i wojnie, Nasz polski maharadża.'' We wspomnieniach Wiesława Stypuły]</ref>. Powiedział dzieciom:
: ''Nie uważajcie się za sieroty. Jesteście teraz Nawanagaryjczykami, ja jestem [[Bapu (tytuł)|''Bapu'']], ojciec wszystkich mieszkańców Nawanagaru, w tym również i wasz.''<ref>[http://timesofindia.indiatimes.com/articleshow/1998698.cms Anuradha Bhattacharya, ''History of Polish refugees in India between 1942-48'' w Polish love story in Gujarat, The Times of India, Sep 17, 2006] {{lang|en}} [dostęp 08.06.2010]</ref>.
 
W relacjach ówczesnych dzieci, które miały okazję mieszkać w osiedlu, najbardziej podkreślana jest jednak wielkoduszność Jam Saheba, otwartość na polskich uchodźców, szczere zainteresowanie ich osobistymi problemami i radościami, gościnność, łagodność, spontaniczność, duże zaangażowanie w całe życie osiedla. Brał udział we wszystkich ważnych uroczystościach, spacerował po osiedlowych uliczkach, zaglądał do bloków dzieci i rozmawiał z nimi. Żywo interesował się polską kulturą<ref>Op. cit., Wiesław Stypuła, W gościnie... s. 98</ref>.
 
Ze wspomnień mieszkańców polskiego osiedla wyłania się następująca sylwetka maharadży: " ...z kolejnego wyjazdu przywiózł sobie z Londynu ''[[Chłopi (powieść)|Chłopów]]'' [[Władysław Reymont|Reymonta]], przetłumaczonych na język angielski. Książkę tę zaliczał do swych ulubionych lektur. Bardzo podobały mu się też nasze tańce i stroje ludowe".
 
Z wielkim zainteresowaniem oglądał też inscenizacje teatralne oraz różnego rodzaju pokazy i zawody sportowe. Praktycznie nie opuścił żadnej premiery. Potrafił szczerze bawić się na jasełkach, wzruszać perypetiami "Kopciuszka", jak i głęboko przejmować losem "Kordiana". Zazwyczaj przed przedstawieniem prosił o przetłumaczenie tekstu lub o dłuższe wprowadzenie. Reagował spontanicznie: widocznym wzruszeniem, śmiechem, oklaskami. Był naprawdę wdzięcznym widzem. Po spektaklu zapraszał młodych aktorów na uroczysty, wspólny podwieczorek, obdarowywał ich słodyczami"<ref>Op. cit., Wiesław Stypuła, W gościnie... s. 99</ref>.
 
12 maja 1945 odbyła się uroczystość poświęcenia sztandaru [[hufiec|hufca]] harcerskiego, którą zaszczycił swą obecnością również maharadża. Wręczając sztandar [[podharcmistrz|phm.]] Janinie Ptakowej, wygłosił piękne przemówienie, mówiąc m.in.<ref>Op. cit., Wiesław Stypuła, W gościnie... s. 101</ref>:
 
: ''Jest to dla mnie i mojej żony wielki zaszczyt, ze zostaliśmy rodzicami chrzestnymi tego polskiego sztandaru. Niechaj te srebrne gwoździe, które wbijamy w drzewce tej flagi będą gwoździami wbitymi w trumnę wrogów wolności i waszych domów [...].''
 
: ''Zawsze pozostanę wierny i lojalny wobec Polski, zawsze będę sympatyzował z przyszłością Waszego kraju. Jestem pewny, że Polska będzie wolna, że powrócicie do waszych szczęśliwych domów, do kraju wolnego od ucisku. Duch Polski, który jest znany w całym świecie, jak długo pozostanie takim, jakim jest teraz, wywalczy wolność kraju. Ochraniajcie ten sztandar nawet życiem własnym, ponieważ natchnieni takim duchem zawsze pokonacie wszelkie przeciwności.''
 
: ''W historii Jamnagaru dzisiejsze wydarzenie pozostanie zawsze jako jedno z najpiękniejszych, które kiedykolwiek miało miejsce. Niech was Bóg błogosławi i pozwoli wrócić do prawdziwie wolnej i szczęśliwej Polski.''
 
"Bardzo smutne było ostatnie pożegnanie z maharadżą, po likwidacji osiedla w 1946 r. Na dworzec kolejowy przyjechał osobiście. Żegnał się ze wszystkimi dorosłymi. Podchodził też kolejno do poszczególnych grup dzieci. Ze starszymi rozmawiał, młodsze głaskał lub przytulał do swego potężnego torsu. Widać było, że rozstanie sprawiało mu wielką przykrość. Wielce wzruszony, co chwila wycierał zwilgotniałe oczy. Może przeczuwał, że rozstajemy się na zawsze. Taki to był ten nasz polsko-indyjski maharadża."<ref>Op. cit., Wiesław Stypuła, W gościnie... s. 102-103</ref>.
 
Zapytany przez gen. Sikorskiego, czym Polska mogłaby się odwdzięczyć za przygarnięcie tysiąca bezdomnych polskich dzieci odpowiedział: "''W wyzwolonej Polsce nazwijcie moim imieniem którąś z warszawskich ulic''"<ref>Op. cit., Wiesław Stypuła, W gościnie... s. 103</ref>.