Bój o wzgórze 3234: Różnice pomiędzy wersjami

Przekształcam cytat na na nową formę Szablon:Cytat z nazwanymi parametrami
[wersja przejrzana][wersja przejrzana]
(→‎Wpływy kulturowe: drobne redakcyjne)
(Przekształcam cytat na na nową formę Szablon:Cytat z nazwanymi parametrami)
W czasie piątego ataku, który rozpoczął się o 23:10, rebeliantom atakującym z trzech kierunków równocześnie, wykorzystującym [[rozpoznanie walką|rozpoznane walką]] martwe strefy obrony radzieckiej, udało się podejść na 50 metrów od linii obrońców, a miejscami nawet na odległość rzutu granatem. W czasie ostatniego ataku, o godz. 3:00, kiedy obrońcom kończyła się już amunicja, ich dowódca por. Tkaczow szykował się do skierowania ognia pułkowej artylerii na własne pozycje. Jednak w krytycznym momencie do reduty dotarł pluton zwiadowców por. Leonida Smirnowa z amunicją, co pozwoliło przeprowadzić skuteczny kontratak.
 
{{CytatDCytat
|treść = ''Byliśmy w pełni świadomi, że dla tych chłopaków amunicja znaczy życie. Przy wspinaczce ludzie kaleczyli nogi, zdzierali paznokcie, mieli stopy w pęcherzach, poskręcane kostki, ale szli dalej... Sytuacja kompanii była nie do opisania. Wystrzelono do nich tysiąc pięćset min i granatów. Pozostało im tak niewiele amunicji, że podczas ostatniego natarcia, żołnierze strzelali ogniem pojedynczym, nie mogli sobie pozwolić na strzelanie seriami. Kiedy do nich dotarliśmy, każdemu zostało około 15 naboi... ''|F. Kilncewicz – oficer polityczny 345 pułku<ref name="Schofield"/>}}
|autor =
|źródło = F. Kilncewicz – oficer polityczny 345 pułku<ref name="Schofield"/>
|styl = środek
}}
 
To co przynieśli na "własnych plecach" zwiadowcy Smirnowa nie mogło jednak wystarczyć na długo. Problemem pozostawała także duża ilość rannych, którzy wymagali natychmiastowej ewakuacji. Obrońcy kilkakrotnie wzywali śmigłowce, jednak sztab pułku odmawiał ich przysłania, ze względu na walki toczone na drodze przelotu maszyn w dolinie Sate Kondo. Wtedy nad wzgórzem pojawił się pojedynczy [[Mi-8]] którego pilot, słysząc wezwania obrońców przez radio, bez rozkazu zdecydował się udzielić im pomocy. Lądując w miejscu do tego nie przeznaczonym, ryzykując życie załogi i własne oraz utratę maszyny, zabrał rannych i zabitych, a następnie powrócił z amunicją, której dostatek zapewnił obrońcom możliwość skutecznego oporu.
1 293 038

edycji