Otwórz menu główne

Nikt nie woła – polski czarno-biały film fabularny z 1960 roku w reżyserii Kazimierza Kutza. Ekranizacja powieści Józefa Hena.

Nikt nie woła
Gatunek dramat psychologiczny
Rok produkcji 1960
Data premiery 31 października 1960
Kraj produkcji  Polska
Język polski
Czas trwania 86 min
Reżyseria Kazimierz Kutz
Scenariusz Józef Hen
Główne role Zofia Marcinkowska
Henryk Boukołowski
Barbara Krafftówna
Halina Mikołajska
Aleksander Fogiel
Muzyka Wojciech Kilar
Zdjęcia Jerzy Wójcik
Scenografia Jarosław Świtoniak
Kostiumy Marian Kołodziej
Montaż Irena Choryńska
Produkcja Zespół Filmowy „Kadr”

Spis treści

FabułaEdytuj

Tuż po II wojnie światowej do miasteczka na Ziemiach Odzyskanych przyjeżdżają repatrianci i ludzie, którzy chcą uciec przed swoją przeszłością. Młody Bożek należy do tej drugiej grupy. Szuka miejsca w nowej rzeczywistości, jednocześnie starając się zatrzeć za sobą ślady. Nie wykonał rozkazu organizacji podziemnej – jak sam mówi: „Nie zabiłem czerwonego” – i uciekł z Warszawy do poniemieckiego miasta, teraz Zielna. Przyjechał na dachu przepełnionego pociągu. Ma tylko garnitur, płaszcz i plecak. Zajmuje stary dom nad rzeką, a urządziwszy sobie pokój, rozpoczyna pracę w wytwórni win. Ze wschodu przyjeżdża również Lucyna, którą Bożek jest zauroczony. Jednak w międzyczasie próbuje nawiązać bliższą znajomość z Olgą, kierowniczką zakładu, w którym pracuje, oraz sentymentalną repatriantką zza Buga, Niurą. Przypadkowo okazuje się, że do miasteczka przyjechał również inny członek organizacji, Zygmunt. Bożek wraca w końcu do Lucyny, a gdy dowiaduje się, że organizacja podziemna jest na jego tropie, opuszcza pociągiem miasteczko. Przedtem jednak obiecuje Lucynie, że wróci, gdy będzie już bezpieczny[1][2].

ObsadaEdytuj

ProdukcjaEdytuj

Kazimierz Kutz, przystępując do pracy nad realizacją Nikt nie woła, oparł się na niewydanej powieści Józefa Hena pod tytułem Nikt nie woła za oknem, której akcja toczyła się w wojennym Uzbekistanie[3]. Ze względów cenzuralnych Hen przeniósł akcję scenariusza do powojennego miasteczka na Ziemiach Odzyskanych[4]. Jako plener do kręcenia filmu wybrano Bystrzycę Kłodzką, nieodnawiane przez wieki miasteczko husyckie pełne zrujnowanych budowli o odrapanych ścianach[4]. Wybór pleneru przesądził o estetyce filmu. Jak pisał Stanisław Ozimek, również „we wnętrzach Kutz stosuje, w odróżnieniu od Wajdy, Hasa lub Lenartowicza, ascetyczną niemal oszczędność, nieliczne rekwizyty używane są zawsze z określonym celem”[5]. Odpowiedzialny za zdjęcia do Nikt nie woła Jerzy Wójcik uzasadniał przyjętą estetykę filmu następująco:

 
Człowiek i przedmioty poddane są działaniu czasu. Istotne jest, jak te zmiany przebiegają, jak zmienia się człowiek, jego charakter czy postawa wobec najrozmaitszych spraw. Moim zdaniem jest obserwowanie tych procesów[6].

Kutz próbował spuentować swój utwór pierwszą w dziejach polskiego kina sceną erotyczną, ukazującą nagie ciała bohaterów. Jednak cenzura ową scenę bezpowrotnie wycięła z filmu, co Kutz komentował następująco: „Pozbawione pointy, Nikt nie woła przypomina nagiego człowieka z zakrytymi lub wykastrowanymi genitaliami”[7].

OdbiórEdytuj

W chwili premiery Nikt nie woła został bardzo źle przyjęty przez recenzentów. Stanisław Janicki uznał film Kutza i Hena za „nieporozumienie”[6], a Czesław Michalski dostrzegał w nim przejaw „antyfilmu”, rozumianego jako „coś absolutnie przeciwnego wszelkim dotychczasowym konwencjom i regułom sztuki, którym film zawdzięcza swoją dzisiejszą rangę i bez których nigdy by nie wyszedł z jarmarcznej budy”[6]. Zdaniem Stanisława Grzeleckiego Nikt nie woła to jest film, którego „odczytywanie w kategoriach dnia dzisiejszego [...] byłoby nieporozumieniem”[6]. Aleksander Jackiewicz z rozczarowaniem przyjął film Kutza i Hena, twierdząc, że ten „nie skorzystał z wielkiej szansy stania się drugim Popiołem i diamentem[6]. Krzysztof Teodor Toeplitz poszedł nawet dalej, uznając Nikt nie woła za film „zatruty przez artyzm”[6].

Dopiero po latach dzieło Kutza i Hena doczekało się przychylniejszych opinii, zyskując status filmu kultowego[8]. Powszechnie odczytywano Nikt nie woła jako twórczą polemikę z Popiołem i diamentem Andrzeja Wajdy[8][9]. Jan F. Lewandowski stwierdził, iż Nikt nie woła jest „studium młodzieńczej miłości, a raczej niedojrzałości uczuciowej”, określając je mianem „dzieła poetyckiej wrażliwości”[9]. Tadeusz Lubelski ocenił Nikt nie woła jako „najoryginalniejszy film Kutza z tego okresu [szkoły polskiej]”[4]. Zdaniem Adama Garbicza dzieło Kutza i Hena jest „świetnym operatorsko i montażowo wizerunkiem duchowym młodych ludzi [...], nie ustępującym formalnie pionierskim przedsięwzięciom [Michelangela] Antonioniego[10].

PrzypisyEdytuj

  1. Słodowski 1996 ↓.
  2. Ozimek 1980 ↓, s. 106-107.
  3. Ozimek 1980 ↓, s. 106.
  4. a b c Lubelski 2015 ↓, s. 244.
  5. Ozimek 1980 ↓, s. 108.
  6. a b c d e f Ozimek 1980 ↓, s. 109.
  7. Lubelski 2015 ↓, s. 245.
  8. a b Sobolewski 2004 ↓, s. 79.
  9. a b Lewandowski 1997 ↓, s. 52.
  10. Garbicz 1996 ↓, s. 80.

BibliografiaEdytuj

  • Adam Garbicz, Kino, wehikuł magiczny. Przewodnik osiągnięć filmu fabularnego, t. 3, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1996.
  • Jan F. Lewandowski, 100 filmów polskich, Katowice: Videograf II, 1997.
  • Tadeusz Lubelski, Historia kina polskiego 1895-2014, Kraków: Universitas, 2015.
  • Stanisław Ozimek, Od wojny w dzień powszedni [w:] Jerzy Toeplitz (red.), Historia filmu polskiego, t. 4, Warszawa: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, 1980, s. 129-198.
  • Jan Słodowski, Leksykon polskich filmów fabularnych, Warszawa: Wiedza i Życie, 1996 [dostęp 2019-03-13].
  • Tadeusz Sobolewski, Za duży blask. O kinie współczesnym, Kraków: Znak, 2004.

Linki zewnętrzneEdytuj